Nowe forum zespołu Skaldowie
Wydarzenia, koncerty, płyty, fani i inne

Nie jesteś zalogowany na forum.

#1 2019-01-22 07:55:18

Maciek
Administrator
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 73
WindowsChrome 64.0.3282.140

Taki blues

Nowy album nadchodzi [dblpt])

Offline

#2 2019-01-22 15:00:23

klaudek83
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 3
AndroidChrome 71.0.3578.99

Odp: Taki blues

Czekamy z niecierpliwością  [dblpt]applause[dblpt]

Offline

#3 2019-01-23 04:09:21

Doctor Robert
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-23
Liczba postów: 22
WindowsFirefox 64.0

Odp: Taki blues

Robi się ciekawie. Czekam na piękne dźwięki i dreszcze.

Offline

#4 2019-01-24 11:45:33

Roman
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-24
Liczba postów: 9
WindowsFirefox 64.0

Odp: Taki blues

Cieszę się, że Jacek Zieliński nawiązuje do chlubnej tradycji Skaldów, korzystania z poetyckich tekstów naszych uznanych twórców  [dblpt])  Pozdrawiam

Offline

#5 2019-01-26 19:07:10

Artur_H
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 2
WindowsChrome 71.0.3578.98

Odp: Taki blues

A jak bedzie wygladala dystrybucja ? Czy tak jak wczesniejsze tytuly zespolu, czy tez wreszcie kupimy plyte w salonach Empik i Marketach ( bo niestety dobrych sklepow muzycznych od lat  juz nie ma  [dblpt]cry[dblpt] )

Offline

#6 2019-01-29 11:22:43

Doctor Robert
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-23
Liczba postów: 22
WindowsFirefox 64.0

Odp: Taki blues

Na Facebooku już jest "rozkład jazdy" z nowej płyty, ale przecież nie wszyscy wchodzą na Facebooka.
2520057200_1548753653_bigthumb.jpg

Offline

#7 2019-01-31 09:34:36

Maciek
Administrator
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 73
WindowsChrome 64.0.3282.140

Odp: Taki blues

Artur_H napisał/a:

A jak bedzie wygladala dystrybucja ? Czy tak jak wczesniejsze tytuly zespolu, czy tez wreszcie kupimy plyte w salonach Empik i Marketach ( bo niestety dobrych sklepow muzycznych od lat  juz nie ma  [dblpt]cry[dblpt] )


Na razie płyta będzie do kupienia przez stronę wydawcy (Kameleon Records) i podczas koncertów Skaldów. Płyta została przygotowana do dystrybucji, ale na razie nie ma nią zainteresowania, bo Kameleon to zbyt mały podmiot. Jednak mam nadzieję, że w końcu uda się ją wprowadzić do sklepów... choć bardziej tych zaprzyjaźnionych jak np. Kurant w Krakowie. Zresztą właśnie w Kurancie prawdopodobnie odbędzie się jej promocja, a później na specjalnym koncercie w Radiu Kraków [dblpt])


Polecam zakup 2CD "Tylko blues" w pierwszym tygodniu sprzedaży ze względu na cenę! Oczywiście nie tylko, bo sam album został przygotowany niezwykle staranie i miło go będzie postawić na półce... o słuchaniu już nie wspominając [dblpt])

Offline

#8 2019-02-03 17:08:43

Maciek
Administrator
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 73
WindowsChrome 64.0.3282.140

Odp: Taki blues

Na stronie Kameleon Records można już odsłuchać fragmentów wszystkich nagrań [dblpt]) Wystarczy wyświetlić listę utworów.
https://www.kameleonrecords.pl/sklep/sk … aki-blues/

Offline

#9 2019-02-04 07:57:09

Roman
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-24
Liczba postów: 9
WindowsFirefox 64.0

Odp: Taki blues

Na pierwsze, krótkie wsłuchanie, świetna forma wokalna Jacka Zielińskiego, interesujące instrumentarium (klawisze, sax, skrzypce, trąbka), nowe opracowania piosenek "piwnicznych" (i innych) i jak zwykle u Skaldów, perfekcyjne wykonanie. O tekstach już wspomniałem. Mocno obiecujące (jak dla mnie) niektóre fragmenty (Pieśń poranna,  Łąka bez końca). Trzeba posłuchać całości, pewnie nie raz, aby wczuć się w twórczy klimat kompozytora. Na koniec dygresja. Okazuje się, że Skaldom nie są obce żadne formy muzyczne (blues)  [dblpt])

Offline

#10 2019-02-05 00:09:18

Doctor Robert
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-23
Liczba postów: 22
WindowsFirefox 65.0

Odp: Taki blues

Znalazłem w opisie płyty:
Natomiast fanów dłuższych form muzycznych na pewno zadowoli ponad 24-minutowa suita – otwierająca drugi krążek.
?

Offline

#11 2019-02-05 09:21:11

Maciek
Administrator
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 73
WindowsChrome 64.0.3282.140

Odp: Taki blues

Doctor Robert napisał/a:

Znalazłem w opisie płyty:
Natomiast fanów dłuższych form muzycznych na pewno zadowoli ponad 24-minutowa suita – otwierająca drugi krążek.
?

Myślę, że wszyscy, którzy byli na jubileuszu Jacka Zielińskiego w Krakowie, a także na koncercie w cieszyńskim browarze to wiedzą, że tu chodzi o osiem tekstów Leszka A. Moczulskiego, które zostały złożone w całość.

Offline

#12 2019-02-05 16:44:28

Doctor Robert
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-23
Liczba postów: 22
WindowsFirefox 65.0

Odp: Taki blues

Dziękuję za odpowiedź/podpowiedź. Tego nie wiedziałem.

Offline

#13 2019-02-11 11:40:27

Walther
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-26
Liczba postów: 9
WindowsOpera 57.0.3098.116

Odp: Taki blues

Nie mogę się doczekać, aż krążek wpadnie w moje ręce [sred]) Fragmenty na stronie Kameleona są bardzo obiecujące - przede wszystkim zdają się dużo lepiej wyprodukowane, niż np. utwory z "Harmonii Świata" [dblpt])

Offline

#14 2019-02-18 17:02:39

Maciek
Administrator
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 73
WindowsChrome 64.0.3282.140

Odp: Taki blues

Dziś w 81 urodziny Leszka A. Moczulskiego ma swoją premierę album "Taki blues". Przez pierwszy tydzień płytę będzie można zamawiać w bardzo atrakcyjnej cenie 40 zł! Podwójny CD będzie można również zamówić w pakiecie z podwójnym LP "Pieśń nad pieśniami...", ale więcej szczegółów znajdziecie na stronie  http://www.kameleonrecords.pl/

Offline

#15 2019-02-20 14:35:01

bananamour
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 5
Windows 7Opera 58.0.3135.65

Odp: Taki blues

Cieszę się, że wreszcie ukazał się nowy album Skaldów "Taki Blues"...a związku z pojawieniem się na stronie sklepu Kameleon Records promocyjnego pakietu (cede+lp), mam zamiar zakupić także winyle "Zimowa bajka", "W żółtych płomieniach liści", "Twą jasną widzę twarz".

Mam pytanie do wtajemniczonych, posiadaczy w/w płyt winylowych - "co" zawierają wkładki wydań "deluxe" (analogi wzbogacone o książeczki)? - czy są to treści i zdjęcia znane z płyt cede wydanych przez Kameleon Records, czy zupełnie nowe informacje; interesuje mnie także jaki jest format tych wkładek? 
Z góry dziękuję za odpowiedź.

Offline

#16 2019-02-20 21:39:17

Maciek
Administrator
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 73
WindowsChrome 64.0.3282.140

Odp: Taki blues

bananamour napisał/a:

Mam pytanie do wtajemniczonych, posiadaczy w/w płyt winylowych - "co" zawierają wkładki wydań "deluxe" (analogi wzbogacone o książeczki)? - czy są to treści i zdjęcia znane z płyt cede wydanych przez Kameleon Records, czy zupełnie nowe informacje; interesuje mnie także jaki jest format tych wkładek? 
Z góry dziękuję za odpowiedź.

To albumy (kilka stron) z samymi zdjęciami w formacie okładki LP.

Offline

#17 2019-02-20 21:48:43

Maciek
Administrator
Dołączył: 2019-01-22
Liczba postów: 73
WindowsChrome 64.0.3282.140

Odp: Taki blues

To będzie bardzo subiektywna recenzja. Album „Taki blues” to zbiór nagrań, które Jacek Zieliński postanowił przygotować z okazji swojej 70., ale los sprawił, że musieliśmy na niego czekać dwa lata. Jak sam pisze w notce dołączonej do płyty jest ona bardzo ważna dla niego, bo stanowi przekrój jego życia i twórczości od końca lat 70. do współczesności. Na dwóch krążkach znalazło się aż 26  utworów. Niektóre z nich („Ocal przed czarną godziną” czy „Wiosna radosna”) powstały dla innych wykonawców jak Elżbieta Wojnowska czy Ewa Wnukowa, ale tym razem Jacek postanowił je sam zaśpiewać. Powrócił też do kompozycji („Szukam tej pogody” i „Włóż Panie swe skrzypce”), które skomponował 40 lat temu dla Skaldów, a które wówczas nie znalazły się na regularnych płytach zespołu. Mamy tu również teksty („Przezimujemy, przezimujemy” – jeden z hymnów Piwnicy, „Chcę być dzieckiem” czy „Nie dotykaj dzikich róż”), które wykonywał w czasach współpracy z Piwnicą pod Baranami. Pamiętam również, że po raz pierwszy „Co za życie” usłyszałem podczas jego autorskiego występu w 1992 roku właśnie w Piwnicy. Czy to znaczy, że mamy tu powrót wyłącznie do starszych kompozycji? Absolutnie nie, bo większość to zupełnie nowe piosenki - bluesy, które specjalnie dla niego napisali krakowscy poeci: Bronisław Maj i Barbara Szczepańska „Judyta” czy choćby „Radość tańca” Leszek A. Moczulski. Wróćmy jednak do muzyki – pierwszy krążek to bluesy i piosenki, ale jakże skaldowskie, bo czyż mogło być inaczej skoro aż 7 z 12 Jacek Zieliński zagrał i zaśpiewał ze swoim rodzimym zespołem, w którym prym na organach wiedzie jego brat Andrzej – ależ On świetnie gra! Drugi to bardzo przemyślany jak już wspominałem cykl poezji Leszka A. Moczulskiego oraz innych poetów: Józefa Czechowicza, Witolda Gombrowicza, Waldemara Żyszkiewicza, Miry Kuś i Wiesława Dymnego. W tych nagraniach towarzyszą Jackowi dzieci Bogumił i Gabriela oraz wnuk Wojciech – mimo młodego wieku już naprawdę dobry perkusista. Koniecznie trzeba wspomnieć o Grzegorzu Górkiewiczowi, który zagrał prawie we wszystkich nagraniach i jak zwykle nadał im niezwykły klimat oraz o pięknej gitarowej solówce Jurka Tarsińskiego w otwierającym całość utworze „Blues dla śpiącej wnuczki”. Posłuchajcie uważnie choćby „Łąki bez końca”, w której odnajdziemy wręcz muzyczne odwołanie do klimatu „Krywania”.  Dlatego też „Taki blues” brzmi tak bardzo skaldowsko, ale jeżeli oczekujecie Skaldów Andrzeja Zielińskiego to się rozczarujecie. „Taki blues” wymaga kilkukrotnego przesłuchania by wsłuchać się w mądre teksty, niektóre wręcz nie piosenkowe jak „Chcę być dzieckiem” Witolda Gombrowicza, a z którym Jacek Zieliński poradził sobie bardzo dobrze. Zresztą Jacek nadal dysponuje znakomitym głosem, a który niewiele się zmienił na przestrzeni kilkudziesięciu lat co najlepiej można dostrzec słuchając nowych wersji „Szukam tej pogody” i „Włóż Panie swe skrzypce”.  Mogę zdradzić, że prawie wszystkie wokale nagrał w ciągu dwóch dni i to będąc po serii koncertów. Zresztą cała płyta została nagrana bez studyjnych sztuczek. Napisałem, że to nie Skaldowie z okresu wyłącznej dominacji Andrzeja Zielińskiego, ale przecież sam Jacek to nie jego starszy brat. Mimo to w jego kompozycjach można z łatwością dostrzec ten szlachetny szlif, który sprawia, że słucha się ich znakomicie.  Jeżeli do tego dodamy piękne wstawki jego trąbki to robi się naprawdę uroczo i już wiem, że będę z wielką przyjemnością wracał do tego albumu.  Domyślam się, że podniosą się głosy, że to niekomercyjne i wszystko mało rockowe, ale tym dedykuję dowcipną „Gubałówkę blues” i autorski utwór Jacka „Ameryka, Ameryka”. Muzyka Skaldów to jak stara, dobra miłość, z którą my również dojrzewamy, ale nadal zachowujemy młodzieńcze zauroczenie i czyż nie w tym tkwi jej siła?!

Offline

#18 2019-02-21 09:25:45

Jacek Andrzej z Krakowa
Użytkownik
Dołączył: 2019-02-20
Liczba postów: 12
WindowsFirefox 65.0

Odp: Taki blues

Źródła wysychają po cichu...
Pieśń zawsze wynikała z głębokiej potrzeby odnalezienia tajemnicy i pradawnego źródła mocy. Wydaje się jednak, że współcześnie w muzycznym świecie, klasyczna pieśń ukrywa się gdzieś w zapomnieniu, na głębokim dnie naszego istnienia, spoczywając w jakimś utajeniu. Czy faktycznie przebrzmiała już potrzeba klasycznego śpiewu i klasycznej pieśni? Czy odczuwamy jeszcze pierwotną siłę powrotu do źródła z którego wyłania się głos? Czy poza chaosem nic nie znaczących i agresywnych brzmień codzienności, odnajdujemy jeszcze prawdziwe tony istnienia? Czy poprzez muzykę i śpiew możliwy jest jeszcze powrót do ukrytego gdzieś, archaicznego świata, do czasów gdy był on jeszcze młody?
Jacek Zieliński podjął taką próbę. Próbę odnalezienia brzmień i rytmów wydobywanych, zdałoby się z takich pierwotnych, antycznych przestrzeni. Stworzył muzykę emocji wyrażaną przez wszystkie żywioły. Przywołał pozornie proste układy rytmiczne i melodyczne, odkryte już dawno temu, ale... zapomniane. W warstwie tonalnej, jest tam magia - miłość i nienawiść, ból i lęk, rozpacz i radość. W tym dojrzałym i pełnym pejzażu muzycznym odkrywamy, dobrze nam kiedyś znane, rytuały dźwięku dopełnione przez poezję.
Jacek Zieliński i Skaldowie "z niewielką pomocą przyjaciół", odbyli na ostatnim swoim wydawnictwie (spektaklu) wędrówkę w przeszłość. Przeszłość osadzoną jednak wyraźnie we współczesnym nam świecie. Podążajmy za nim przez chwilę. Warto!
Źródło zostało zasilone nową, przywracającą życie krynicą. A wiadomo - "jakie życie, taki blues".

Offline

#19 2019-02-23 00:38:48

Doctor Robert
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-23
Liczba postów: 22
WindowsFirefox 65.0

Odp: Taki blues

Dzisiaj dotarła do mnie płyta "Taki blues" (dzięki Paweł N.). Trochę sceptycznie i pełen obaw podchodziłem do tego wydawnictwa, pytając sam siebie czy Jacek Zieliński i Skaldowie zaskoczą mnie czymś pozytywnym, choć jedną piosenką, która przejdzie do "kanonu" i zbliży się do najlepszych dokonań grupy. Czy znajdę na płycie coś dla siebie co mnie wzruszy i poruszy i czy będą moje "klimaty"? Od razu napiszę, że płyta zdecydowanie zyskuje przy kolejnych przesłuchaniach i słuchanie na raz i ocenianie jest błędem. A więc od kilku godzin słucham obu krążków i jestem zauroczony jej pięknem i potencjałem. Już teraz wiem, że będę do niej często wracał, a piosenki "Na kacu blues", "Radość Tańca", "Niedyskrecje", "Ziarenko wzejdzie", "Szukam tej pogody", "Ocal przed czarną godziną","Modlitwa Żałobna" to już po pierwszym dniu moje ulubione i często mocno "ruszające" mnie piosenki. Dobrze, że powstała ta płyta i utrwalono te dźwięki. "Świat Skaldów" przesunął granice i poszerzył muzyczne terytorium. To tak na gorąco. Jeśli jeszcze ktoś ma obawy czy nabyć "Taki Blues" to zapewniam, że warto.

Offline

#20 2019-03-20 20:07:39

Marcin_SuchaBesk
Użytkownik
Dołączył: 2019-02-06
Liczba postów: 18
Windows 7Firefox 66.0

Odp: Taki blues

Zgadzam się całkowicie z tezą, że album powinno oceniać się dopiero po kilkakrotnym przesłuchaniu i "zagłębieniu się" w poszczególne utwory, mimo wszystko pozwolę sobie napisać coś już teraz, głównie z tego powodu, że obawiam się, iż później... nie będzie mi się chciało [dblpt]) Zresztą nie jest to opinia pisana zupełnie na gorąco, ponieważ mam na koncie już dwa przesłuchania - a po drugim z nich tylko utwierdziłem się we wnioskach, do których doszedłem po pierwszym.

Album "Taki blues" nie znajdzie się na mojej osobistej liście "kanonicznych" wydawnictw Skaldów, podobnie jak nie są na niej np. "Znów od zera" i "Oddychać i kochać". Jest to zdecydowanie przede wszystkim album Jacka Zielińskiego, zresztą trudno chyba z tym w jakikolwiek sposób polemizować, skoro w zasadzie mówi o tym już sam oficjalny nagłówek (Jacek Zieliński / Skaldowie), a i liczbowo wygląda to tak, że spośród 26 zamieszczonych w albumie nagrań, jedynie 6 jest takich, w których możemy mówić o udziale Skaldów jako zespołu. Nie twierdzę, że to źle, czy dobrze - taki jest po prostu fakt. Dla mnie ostatnim typowo skaldowskim albumem pozostaje "Harmonia świata", nawiasem mówiąc, im więcej czasu upływa od jej premiery, tym bardziej ją doceniam. To naprawdę wyśmienita płyta...

Wracając do "Takiego bluesa" - uważam też, że bardzo trudno jest ocenić cały album łącznie. Wg mnie obie płyty są od siebie tak różne w charakterze, że powinny być traktowane jako dwie odrębne części. Ja w każdym razie, na swój własny użytek, tak je traktuję i jeśli chodzi chodzi o płytę drugą ("Poezja"), to nie będę się nad nią specjalnie rozwodził. Zdecydowaną większość zamieszczonych na niej utworów znam już od dłuższego czasu, także z wykonań "na żywo", choć np. "Georginię" po raz pierwszy usłyszałem w programie tv sprzed dobrych 25 lat (jak nie wcześniej), w którym bracia Zielińscy spacerowali po krakowskim rynku, spotykając się m.in. z P.Skrzyneckim i B.Smoleniem. Jest tu trochę utworów, które "od zawsze" bardzo mi się podobają ("Przezimujemy, przezimujemy", "Nie dotykaj dzikich róż"), trochę takich, które nie do końca trafiają w moje akurat gusta, ale to wynika z faktu, że jest to muzyka do poezji trudnej, ewidentnie będąca bardzo osobistej wrażliwości Jacka Zielińskiego. Podstawowym walorem jest to, że te utwory zostały nagrane i bardzo dobrze wydane, ale jest to wg mnie raczej kompilacja różnych pieśni, stanowiąca swoiste podsumowanie twórczości Jacka na niwie poezji śpiewanej, niż spójna płyta, którą można byłoby analizować całościowo.

Inaczej wygląda sprawa z płytą "Bluesy i piosenki", która jest dla mnie niemal w całości nowością i którą właśnie jaką pewną całość traktuję. I tu wychodzi ewidentnie mój muzyczny konserwatyzm [dblpt]) Zresztą nie tylko muzyczny, bo także tekstowy, a właściwie chyba najlepiej byłoby napisać... "skaldowski". Pierwsze pięć utworów - tytułowe bluesy - przesłuchałem, owszem, z ciekawością i przyjemnością, ale jednak żadnego "wstrząsu zachwytu" nie doznałem, tak, jak to miało miejsce choćby w przypadku "Kosmogonii" ze wspomnianej "Harmonii świata". Cóż, po prostu blues nie jest tym, w czym muzycznie najlepiej się odnajduję, zwłaszcza w takich ilościach. Spośród tych pięciu piosenek zdecydowanie najbardziej ujął mnie "Taki blues", także muzycznie, jednak chyba głównie ze względu na tekst - ale do tego tematu jeszcze wrócę.

Ale to, co najlepsze na płycie, następuje - oczywiście z mojego punktu widzenia - zaraz po bluesach. "Ameryka, Ameryka", a zwłaszcza organowe solo Andrzeja Zielińskiego, brzmi świetnie i sprawia, że na moment wracamy do rockowej ery lat siedemdziesiątych. Dla mnie jest to coś podobnego, jak znana nam wszystkim sytuacja z koncertów, gdy w powodzi "Wiolonczelistek", "Listonoszy" czy "Króliczków" pojawia się "Krywań", tak, jakby dawał do zrozumienia - "wicie, rozumiecie, gramy przeboje, bo tak trzeba, poza tym tamte lata już minęły, ale żeby nikt sobie nie myślał, że już nie damy rady". Wiadomo, że żadnej rockowej płyty Skaldów już nie będzie, nie czarujmy się, ale każda taka "Ameryka" to kapitalna niespodzianka i perełka. I całe szczęście, że zmieściły się na albumie jej dwie wersje, a dokładniej - że zmieściła się wersja instrumentalna, bo - umówmy się - tą z tekstem traktuję jako swoisty żart ;-)
A zaraz potem wracamy do wspomnianych "Wiolonczelistek", po rocku pojawia się "Radość tańca" i... leżę, a w oczach kręcą się łzy. I nie przesadzam teraz. Z całym szacunkiem dla Bronisława Maja oraz dla bluesa jako gatunku muzycznego, gdy ich miejsce zajmują: wymyślona przez Jacka MELODIA i w tak charakterystyczny sposób łączące mądrość z prostotą SŁOWA Leszka, to jestem w domu... "Radość tańca" to dla mnie numer jeden tej płyty i całego albumu.
No dobrze, powie ktoś - "e tam, to pewnie dlatego, bo już ją kilka razy słyszałeś". Ale "Ballady o Balladzie" nigdy nie słyszałem, a jest... prześliczna. "Niedyskrecji" nie słyszałem - a refren cały czas siedzi mi w głowie. To jest po prostu moja muzyka, moja stylistyka, moja... a co tam, nie ma się czego wstydzić - wrażliwość. I właśnie za takie (między innymi) piosenki kocham Skaldów na wieki wieków. Moja muzyka, ale i moje... teksty. I teraz wrócę do tytułowego bluesa. Łączy go z dwiema przed chwilą wymienionymi piosenkami autorka tekstów. Otóż mam wrażenie, że teksty Barbary Szczepańskiej świetnie do muzyki Jacka (i w ogóle Skaldów) pasują, a już jeśli chodzi o "Balladę o Balladzie", to gdybym nie wiedział, kto ją napisał, obstawiałbym Agnieszkę Osiecką.
Później mamy "Kilometry dobra", które traktuję jako swoisty okolicznościowy przerywnik, sympatyczne "Co za życie" (które już jednak nie ujęło mnie tak, jak wcześniejsze piosenki) oraz wspomniany "amerykański żart".

Podsumowując: Do "Nie domykajmy drzwi" umiem na pamięć wszystkie piosenki Skaldów. Ze "Znów od zera" - może z sześć-siedem, z "Harmonii świata" - coś koło pięciu-sześciu, z "Oddychać i kochać" - chyba dwie-trzy. Z "Takiego bluesa" ("Bluesy i piosenki") na pewno nauczę się się czterech. To chyba niezły wynik ;-)

Na koniec nie mogę zwrócić uwagi na fragment "wstępniaka" do albumu: "Na koniec dziękuję mojej żonie Halince za doping i wspieranie mnie, aby płyta powstała. Za to samo dziękuję fanklubowi Skaldów, a szczególnie Maćkowi Kabacie za optymizm i obecność nagrań". Cały Jacek... Dziękuję, że Cię mamy. I Twoją muzykę [dblpt])

Ostatnio edytowany przez Marcin_SuchaBesk (2019-03-20 20:10:11)

Offline

#21 2019-03-23 19:58:39

Wodzu
Użytkownik
Dołączył: 2019-01-24
Liczba postów: 18
Windows 7Firefox 66.0

Odp: Taki blues

Marcin powyżej zrecenzował nową płytę drugiego dnia po jej otrzymaniu, a ja słucham jej od 1 marca i dopiero udało mi się zawrzeć w recenzji to, co chciałem o niej napisać.  [dblpt])  Z racji, że długi był czas oczekiwania na album, a i on sam jest dość długa w swej objętości, to i moja opinia o nim będzie dość obszerna, jednak podjąłem starania żeby napisać możliwie jak najrzetelniej i najobiektywniej.



"Taki blues"

Osłuchałem się już z nową płytą i przyszła pora, aby opisać wrażenia. Zacznę od stwierdzenia, że niezmiernie cieszę się, że takie wydawnictwo w ogóle miało szansę się jeszcze ukazać, choć fani musieli się uzbroić w dużą cierpliwość, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że od wydania poprzedniej płyty minęło prawie 9 lat – to druga najdłuższa przerwa pomiędzy kolejnymi płytami w dorobku Skaldów. Przyznam się szczerze, że po kilku latach od ukazania się albumu „Oddychać i kochać”, gdy zaczynało brakować jakichkolwiek przesłanek, że Skaldowie wejdą jeszcze do studia z nowym repertuarem, powoli zaczynałem wątpić, czy następna płyta w ogóle jeszcze powstanie. Na szczęście nieugięty w swym twórczym zapale Jacek Zieliński podjął się inicjatywy udowodnienia, że jako kompozytor nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. I wielka chwała mu za to! Sam proces powstawania płyty, od początku nagrań do momentu premiery albumu, również rozciągnął się dosyć w czasie – porównywalnie długo jak przygotowywanie solowego albumu Andrzeja „Znów od zera” – i ponownie wymógł od fanów dużej dozy cierpliwości i nadziei na pomyślne sfinalizowanie projektu. Dzięki temu jednak powstał album bardzo przemyślany i dopracowany w szczegółach, co jest bardzo dużym atutem w przypadku tak przekrojowego i obszernego pod względem repertuaru wydawnictwa. Z dużą przyjemnością przyjąłem profesjonalną produkcję i mastering nagrań, pod którym to względem nowa płyta wręcz bije na głowę jej poprzedniczkę. Ale to nie tylko kwestia brzmienia nagrań – znakomicie brzmią też poszczególni muzycy, zwłaszcza „starzy Skaldowie” (w przypadku których bardzo byłem ciekaw, jak zabrzmią ponownie w studiu po tylu latach przerwy), jak również pozostali instrumentaliści, z – jak zwykle – prezentującym grę na wysokim poziomie Bogumiłem Zielińskim, i debiutującym w bardzo dobrym stylu wnukiem Jacka – Wojtkiem. Co zaś się tyczy samych utworów…

    Przy całej różnorodności stylistycznej utworów zawartych na dwóch CD, wielkim atutem albumu „Taki blues” jest w moich oczach obecność dużej dawki prawdziwego muzykowania – utwory nie są wyłącznie prostymi, piosenkowymi formami, Jacek przemyca tu wiele bardzo ciekawych i niesztampowych muzycznych pomysłów. Co najważniejsze, partie instrumentalne nie ograniczają się wyłącznie do roli tła dla wokali. Jest tu chyba najwięcej pola do popisu dla instrumentalistów, biorąc pod uwagę wszystkie płyty zespołu od lat 80-tych. Otwierające album bluesy w wykonaniu „klasycznych” Skaldów stanowią naprawdę mocny i energetyczny początek, od razu rozwiewając wszelkie potencjalne wątpliwości słuchaczy dotyczące formy muzycznej Skaldów po 53 latach działalności. Te bluesy „otwierają oczy niedowiarkom” i z miejsca przypominają, że ten zespół to nie tylko piosenkowe granie. I bardzo dobrze, niech słuchacz wie, z kim ma do czynienia!  [dblpt])  Tak naprawdę to cały początek pierwszej płyty, czyli pierwsze 6 utworów jest utrzymane w bardzo spójnym i energetycznym charakterze, co jest w mojej ocenie kapitalnym zabiegiem. „Blues dla śpiącej wnuczki” otwiera płytę w stonowanym stylu – leniwie płynącą pulsacją i wysmakowaną grą, w zrelaksowanym ujęciu 12-taktowego bluesa, jednak całość rozkręca się powoli, a napięcie i dynamika narasta wraz z biegiem utworu, pierwszą kulminację osiągając w świetnej gitarowej solówce. Donie Jerry, chapeau bas! Wszakże to najlepsza solówka jaką skaldowski gitarzysta nagrał, od czasu utworu „Agata sałata”, a brzmieniem dorównująca jego najlepszym dokonaniom z lat 70-tych. Ta rasowa, bluesowa introdukcja doprowadza nas do pierwszej z perełek na płycie – „Gubałówka blues”. Utwór, który fani usłyszeli po raz pierwszy na cieszyńskim zlocie od pierwszego wysłuchania zaskarbił sobie moją sympatię, gdyż jest to materiał na wielki przebój – a na pewno jedna z najbardziej przebojowych kompozycji w dorobku Jacka. Bogata aranżacja, bardzo chwytliwa partia wokalna oraz tekst, a także świetne partie dęciaków i zespołu, wymieszane z charakterystycznymi góralskimi smaczkami w melodii i tekście, tworzą tak „świeże” i ponadczasowe brzmienie, jakiego Skaldowie nie prezentowali już dawno. Oczywiście, gdybyśmy żyli w normalniejszych czasach, a tzw. „przeciętni słuchacze” nie mieli zupełnie wypaczonego gustu muzycznego przez papkę serwowaną w mediach komercyjnych, to ta piosenka stałaby się z pewnością rozpoznawalnym przebojem i byłaby idealnym materiałem na singiel promocyjny.
    „Na kacu blues” to znowu brzmienia stonowane, nastrojowe i bardzo ilustracyjne. Skaldowie udowadniają ponownie, że są muzykami najwyższej klasy i przepięknie kreują kontrasty dynamiczne i dozują napięcie od bardzo zachowawczego początku po energiczną codę. Utwór tematycznie i muzycznie stanowi swoistą kontynuację piosenki „Blues zmęczony nocą” z „Harmonii świata”. Jacek z kolei czaruje na trąbce, której po latach względnego zapomnienia przywrócił istotną rolę w swoich utworach, a gra tak klimatycznie, że od razu budzą się skojarzenia z jego partiami z „Pieśni nad pieśniami”.
    Nie jestem wielkim entuzjastą tytułowego utworu, choć też nie mogę sformułować względem niego wielu zarzutów. Najbardziej podoba mi się w nim przewodni riff, wykonywany unisono przez gitarę i organy, natomiast nie bardzo przekonuje mnie nieco trywialny schemat harmoniczny refrenu. Za to świetnym miejscem jest jazzująca solówka na fortepianie w wykonaniu Jacka i jego pozostałe wstawki na tym instrumencie – jestem pod wrażeniem tego naprawdę świetnego i wysmakowanego grania. Jacek nigdy dotąd nie brzmiał tak dobrze jako pianista!
    Bardzo przyjemny w odbiorze jest też ostatni z bluesów – „Wóz biblijny”, w którym uwagę przyciągają szczególnie wykonywane przez Andrzeja organowe smaczki i solówka, o bardzo nietypowym jak na niego, jazzowym brzmieniu a’la Karolak. Świetnie brzmią też wokalne skoki Jacka o oktawę, jego głos mimo upływu czasu nadal jest jak rzeczony „dzwon” z piosenki.
    Następnym wielkim pozytywnym zaskoczeniem jest pierwsze wcielenie utworu „Ameryka, Ameryka”, czyli powrót po latach do instrumentalnej odmiany rocka. W tym charakternym utworze progresywnie pokręcony temat (niczym z najbardziej skomplikowanych utworów Yes), przeplata się z opartymi na ostinatowym akompaniamencie świetnymi solówkami – Bogusia na gitarze, która swoim brzmieniem zestawionym z akcentowaną partią fortepianu nawiązuje do estetyki „Juhas zmarł”; i Andrzeja na „mini-Hammondzie” Korga (znanym fanom z koncertów zespołu), na którym z kolei przywołuje on iście krywaniowe motywy i pokazuje imponujący wciąż warsztat techniczny gry. Całość podbarwia dublujący melodię tematu potężnym brzmieniem syntezatora Grzegorz Górkiewicz (pominięty zdaje się w książeczce wśród wykonawców tego utworu). Ogółem rzecz biorąc, utwór to prawdziwa petarda kreatywności i żywiołowości i w znakomity sposób wieńczy pierwszą, mocniejszą brzmieniowo część pierwszej płyty.
    Otwierający część piosenkową utwór „Radość tańca”, ostatni owoc twórczej kolaboracji Jacka z Leszkiem Aleksandrem Moczulskim, ma swoje niewątpliwe walory, natomiast w swej stylistyce daleki jest od moich muzycznych upodobań. Na pochwałę niewątpliwie zasługuje bardzo mądry i poetycki tekst, a także świetna stylizacja tanga, z rasową solówką skrzypcową. Podejrzewam, że w pełni tę piosenkę można docenić dopiero będąc w pewnym wieku.  [dblpt]D
    „Ballada o balladzie” wyróżnia się przepiękną melodyką i łagodnym, tęsknym, jazzującym nastrojem, ponownie budząc skojarzenia muzyczne z fragmentami „Pieśni nad pieśniami”, zwłaszcza gdy do głosu dochodzi senna melodia trąbki. Jacek ponownie pokazuje się z bardzo dobrej strony jako pianista, czule muskając klawisze i wplatając interesujące wstawki. Pełen uroku jest również tekst Barbary Szczepańskiej, całość zaś wpisuje się w bardzo charakterystyczny klimat swoistej romantyczności piosenek tego duetu twórczego, takich jak „Kosmogonie”, czy „Ballada o jesiennych drzewach”.
    Niestety kolejny utwór w mojej opinii nie wytrzymuje próby wysokiego dotychczas poziomu, mimo bardzo obiecującego wstępu solowej trąbki. „Niedyskrecje” zniechęcają mnie już początkowym riffem gitary, w którym pobrzmiewają echa refrenu „Hymnu Tour de Pologne”, przerobionego na tryb minorowy i nie potrafię się wyzbyć tego niekorzystnego skojarzenia. Niestety utwór niedomaga również (głównie) w warstwie wokalnej. A szkoda, gdyż melodia zwrotek i refrenu jest naprawdę chwytliwa i dobrze zapada w pamięć, mając w sobie pewien nieuchwytny rys piosenek Andrzeja Zielińskiego z końca lat 70-tych. Nie nazwałbym „Niedyskrecji” nieudaną kompozycją, ale niewątpliwie niniejsze wykonanie nie oddało potencjału tego utworu.
    Kolejny na płycie utwór, również nie należy do moich ulubionych. Sporym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że „Kilometry dobra” zostały w ogóle włączone w program albumu – wydawać by się mogło po premierze w 2016 roku, że to wyłącznie jednorazowy, poboczny projekt. Utwór brzmieniowo stanowi w pewnym sensie ukłon w stronę poprzedniej płyty, „Oddychać i kochać”. Skłaniający się w kierunku rockowego brzmienia, posiada bardzo nośny riff i charakterystyczną dla Jacka progresję harmoniczną, na której opiera refren. Natomiast zdecydowaną piętą achillesową tej piosenki jest powiązanie tekstu z melodią, gdyż jest on z nią dość niekompatybilny i w wielu miejscach słyszy się wręcz siłowe próby dostosowania partii wokalnej do wiersza. Poza tym, niestety dość istotnym mankamentem, piosenka obiektywnie brzmi jednak dość dobrze. Warto zauważyć, że w porównaniu z pierwotną wersją z kampanii „Kilometry dobra”, w wersji płytowej pojawiły się dodatkowe partie trąbki, ubyło za to głosów w chórkach Gabrieli Z.-T. (która również przy tym utworze została w książeczce pominięta). Dodam jeszcze, że ta piosenka od początku budziła we mnie wiele skojarzeń z utworem „Ostro w przód” z 1976 roku, gdyż pod względem konstrukcji i charakteru wiele rzeczy w tych piosenkach jest wręcz bliźniaczych.
    Bardzo miła w odbiorze jest następna pozycja – „Co za życie”. To kolejne dobre dzieło Jacka oparte na stylistyce ludowej. Trochę tu motywów góralskich, trochę cygańszczyzny, dużo też klimatów kresowych. Wreszcie pojawiają się tak charakterystyczne i nieodzowne ludowe skrzypeczki, gratka dla wszystkich miłośników Skaldów. No a refren to istny samograj, kolejny materiał na świetny przebój. Moim zdaniem piosenka mogłaby z powodzeniem zastąpić wysłużonych „Cyganów” na koncertach zespołu.  [dblpt]p  Wszak nawet motyw ze skrzypcami we wstępie pokrywa się z koncertową wersją tejże piosenki.
    Repryza „Ameryki”, wzbogacona o partię wokalną, zamyka pierwszą część albumu, w świetnym, nieco humorystycznym, nieco ekscentrycznym, progresywnym i kreatywnym stylu. Karkołomny wokal Jacka Zielińskiego, z wielce przewrotnym tekstem, będącym rodzajem pewnej impresji, dobarwia swoją jaskrawością ten niekonwencjonalny utwór, a przy okazji udowadnia, że doświadczony Skald ciągle jeszcze potrafi świetnie bawić się muzyką. Jedyną drobnostką, do której mógłbym się przyczepić jest fakt, że w obu „Amerykach” użyty został dokładnie ten sam podkład muzyczny – bardzo ciekawym zabiegiem byłoby nagranie odrębnych solówek, nawiązując chociażby do „Sarabandy” z czwartej płyty, która też jako klamra trafiła na album w dwóch podobnych, a jednak różnych nagraniach. Ale to tylko takie drobne szukanie dziury w całym – efekt tego utworu i tak jest świetny, a jego dynamiczność pozostawia słuchacza w najwyższym napięciu aż do wybrzmienia ostatniego akordu pierwszej płyty.
    Druga część albumu – „Poezja” - to już de facto solowa płyta Jacka, gdyż jedynym Skaldem towarzyszącym mu w nagraniach jest Grzesio Górkiewicz. Utwory na drugiej płycie są o wiele bardziej zróżnicowane pod względem charakteru, zresztą to właśnie tu twórczość Jacka zostaje ukazana najbardziej przekrojowo. Muszę przyznać, że choć na pierwszej płycie proporcjonalnie więcej jest „cięższego grania”, to właśnie w drugiej części znajdziemy najbardziej progresywne utwory na albumie. Rozpoczynająca płytę wiązanka 8 utworów z tekstami ze zbioru wierszy Leszka Aleksandra Moczulskiego z końca lat 70-tych, to bardzo dobrze wypadająca muzyczna koncepcja, która świetnie zabrzmiała również w wersji na żywo w cieszyńskim Browarze Zamkowym. Poszczególne utwory są ze sobą dość skontrastowane, różne jest również ich pochodzenie, aczkolwiek skompilowane zostały w naprawdę przekonującą i robiącą wrażenie całość. Wiązankę otwiera „Ziarenko wzejdzie”, stonowany, kameralny utworek, który posiada wiele cech wspólnych z otwierającą „Moje Betlejem” piosenką „Ach, gdzie ja szedłem” – nie dość, że są utrzymane w podobnym charakterze i niemal identycznej muzycznej formie, to oba pełnią właśnie funkcję takiego delikatnego preludium dla większej całości. Utwór posiada bardzo ładny, kantylenowy temat, który pięknie rozbrzmiewa w kulminacji, podjęty przez skrzypce i głosy chóralne. Następująca po nim piosenka „Szukam tej pogody” to pierwszy z utworów nagranych wcześniej przez Skaldów. Piosenka moim zdaniem świetnie odnajduje się w tym cyklu i miło, że Jacek zdecydował się ją tu przypomnieć, gdyż dla mnie wersja z 1980 roku trochę ginęła między innymi utworami z ówczesnych sesji nagraniowych, a teraz ten utwór wręcz lśni swoją przebojowością i lekkością i na nowo można docenić jego niewątpliwe walory. Wprawdzie brakuje mi w porównaniu do oryginału kapitalnej i niepowtarzalnej partii basu Konrada Ratyńskiego, pobrzmiewającej klimatami soulowo-funkowymi, a także wstawek Andrzeja na syntezatorze brzmiącym niczym theremin, które jednak Jacek dość udanie zastąpił na trąbce. Nowym, ciekawym motywem jest powtarzany w końcówce dialog między wokalem a chórkami na słowach „szukam tej pogody”. Piosenka płynie łączy się z następną, „Włóż Panie swe skrzypce”. Jest to moim zdaniem jedna z kilku absolutnie najlepszych kompozycji w dorobku Jacka. Na albumie „Taki blues” otrzymała ona dość radykalnie zmienioną aranżację, jest ujęta bardziej kameralnie, w znacznie przyspieszonym tempie. Jest również o półtorej minuty krótsza od pierwotnej wersji. Ja jednak pozostanę ze swym zachwytem wierny starej, skaldowskiej wersji z 1980 roku, gdyż jest to nagranie niesamowicie nastrojowe, z pięknymi pejzażami dźwiękowymi i znakomitą, narastającą aranżacją, z wokalizą i chórkami Alibabek i dyskretnym, ale szerokim, „organowym” brzmieniem sekcji dętej, a także pięknym tłem quasi-mellotronowych syntezatorowych smyczków Andrzeja. Nowa wersja natomiast potraktowana jest bardzo oszczędnie i kameralnie, co również tworzy przekonującą interpretację, natomiast nie jest to już tak patetyczne i kompletne dzieło jak dawna wersja. Rozumiem jednak, że taka aranżacja sprawdza się w przypadku, gdy ten utwór jest częścią wiązanki i muzyczne napięcie musi być stopniowane pomiędzy poszczególnymi piosenkami. Zwłaszcza, że następny utwór to przynosząca klimat bardzo spokojnej ballady „Ocal przed czarną godziną”. Piosenkę tę nagrała po raz pierwszy Elżbieta Wojnowska, w 1981 roku. Współczesna wersja, śpiewana przez Jacka nie odbiega radykalnie od pierwowzoru, natomiast została opatrzona udaną, skaldowską aranżacją. Świetnie brzmią w tym utworze Bogumił na gitarze klasycznej i Wojtek, jazzujący szczotkami na perkusji. Całość wzbogacają typowe dla Jacka, śpiewne skrzypcowe kontrapunkty. Dodam jako ciekawostkę fakt, że w twórczości Jacka często powraca on do swoich pomysłów muzycznych, przerabiając je lub nadając im nowy kształt, a w tym utworze pochody melodyczne i harmoniczne nasuwają niebezpodstawne skojarzenia z późniejszą kompozycją „A jeśli stygnę”. Kolejna piosenka – „Tylko ślicznie o mnie pomyśl” – to przeurocza swingowa ballada, zbudowana na pięknej, lirycznej melodii, świetnie zaśpiewanej przez Jacka. Bardzo udany jest refren utworu, oparty na narastającej dynamicznie progresji harmonicznej. Melodii towarzyszą wplatane przez Bogusia świetne wstawki gitary. Niezwykle energetyczna jest kulminacja utworu, w której temat od zdublowanego głosu kompozytora przejmują głosy skrzypiec i chórku, po czym, jak gdyby nigdy nic, pojawia się krótka i łagodna repryza kilku początkowych taktów.
    Z tej sielankowej atmosfery wyłania się drapieżny początek mojego zdecydowanego faworyta na nowym albumie – utworu „Widzę was”. Dzieło to przy każdym wysłuchaniu budzi mój największy podziw. Pamiętam, że gdy usłyszałem je po raz pierwszy, na koncercie w Cieszynie, to niemalże dosłownie musiałem zbierać szczękę z podłogi – tak bardzo nie spodziewałem się, że Jacek wróci jeszcze brzmieniowo w tak ciężkie i progresywne klimaty. Jest to niewątpliwie najbardziej progresywne nagranie jakie wydała „skaldowska stajnia” po 1980 roku! W moim rankingu do tej pory ten zaszczytny tytuł przypadał „O dziwności ciał astralnych” Andrzeja i kilku utworom z płyty „Nie domykajmy drzwi”, jednak zostały one zdeklasowane. Szczególne wrażenie wywiera na mnie środkowa część utworu, ze słowami „Jest poranek…” (to mój ulubiony fragment całego albumu) – jej kolorystyka brzmieniowa, przestrzenna aranżacja, piękne plany wokalne, ZNAKOMITA partia fortepianu, która nie jest wyłącznie akompaniamentem ale kontrapunktem wręcz kradnącym uwagę słuchaczy – to wszystko tworzy całość, która dorównuje gronu najlepszych progresywnych nagrań Skaldów z ich najlepszych lat. Klimat tego fragmentu nawiązuje nieco do jednej z moich ulubionych kompozycji Jacka, „Jakaś ty mała”, pod wieloma względami jeszcze ją przewyższając. Znakomita jest również bardziej hard-rockowa w estetyce część otwierająca i zamykająca utwór, z ciężkim, jednostajnym riffem prowadzonym przez bas z fortepianem, nieoczywistą harmonią i wspinającym się ku dramatycznemu okrzykowi wokalem Jacka. Riff od początku wzbudził moje skojarzenia ze wstępem do transkrypcji utworu Prokofiewa w wykonaniu ELP z płyty „Works vol. 1” – „The Enemy God…” – to porównanie należy traktować jako wielki komplement. [sred]) Z kolei część deklamowana – „oto zostajesz moją matką…” to wręcz jakby zaginiony fragment „Pieśni nad pieśniami”. W samych superlatywach mogę też pochylić się nad grą poszczególnych muzyków w tym utworze, na czele z partiami gitarowymi Bogusia, świetnym kreowaniem klimatu na perkusji przez Wojtka i klawiszami Grzegorza, które w tym utworze odgrywają niebagatelną rolę, poszerzając jego kolorystykę brzmieniową. Wielki mój podziw budzi też fakt, jak bardzo różni się współczesna wersja tego utworu od oryginału, który powstał dla Elżbiety Wojnowskiej. Jej nagranie z 1981 roku to wersja wręcz kameralna, gdzie warstwę instrumentalną tworzą wyłącznie fortepian i instrumenty smyczkowe, a wokalistka śpiewa bardziej na sposób aktorski. Całość nie ma nic wspólnego z rockiem. Z tym większym zachwytem przyjąłem nową aranżację tego kapitalnego utworu, która nadała mu zupełnie innego wymiaru. Zdecydowanie polecam!
    Zupełną zmianę nastroju przynosi „Przezimujemy, czyli walczyk dla czekających”, utwór „piwniczny”, który Jacek wykonywał już wcześniej m.in. w tercecie ze swoją córką Gabrielą i Agnieszką, córką Andrzeja – taka wersja została utrwalona w jednym z programów TV z lat 90-tych. W piosence tej zdecydowany prym nad warstwą muzyczną wiedzie warstwa tekstowa i poetycka różnobarwność wiersza Leszka Aleksandra, dla którego tekstu instrumenty stanowią dyskretny i nastrojowy akompaniament. Po raz kolejny z głosem Jacka pięknie dialogują skrzypce. Wiązankę wierszy Moczulskiego zamyka kolejny z moich ulubionych utworów, „Pieśń poranna”. Konstrukcja utworu jest bardzo nietypowa i ciekawa, całość opiera się na burdonowej nucie basowej, na bazie której muzycy improwizują równolegle, tworząc dźwiękowy pejzaż, swoistą impresję poranka. W melodiach fortepianu i wokalu pojawiają się bardzo charakterystyczne dla Jacka elementy ludowego zaśpiewu. Zresztą jego głos w tym utworze, z dodanym pogłosem brzmi rewelacyjnie. Pojawia się tu też solo trąbki z efektem ‘delay’, będące muzycznym ukłonem w stronę „Znikającego punktu”. Utwór brzmi niezwykle świeżo i przestrzennie, w pięknym stylu wieńczy pierwszą część drugiej z płyt.
    Pozostałe utwory to zbiór tekstów różnych poetów, do których Jacek tworzył muzykę na przestrzeni wielu lat. „Chcę być dzieckiem” to bardzo ciekawa kompozycja, w której Jacek ułożył muzykę pod fragment prozy Gombrowicza, co jest bardzo trudnym zadaniem, gdyż tekst ten nie jest meliczny. Kompozytor stworzył jednak bardzo ciekawy konglomerat rock and rollowej estetyki z wieloplanową częścią środkową, w której główna partia wokalna dialoguje z chórkami.
    „Modlitwa żałobna” to kolejny bardzo piękny i przekonujący utwór, utrzymany w melancholijnym nastroju, w nieco pink floydowskiej estetyce brzmieniowej. Z warstwy instrumentalnej należy wyróżnić unisonowe mocne riffy gitarowo-basowe, stanowiące przerywniki między zwrotkami, oraz partię fortepianu, tykającą niczym wskazówki zegara. Po przejmującej kulminacji z tekstem „chroń nas”, wyciszające się głosy prawie szepczącego chórku stanowią nawiązanie do zakończenia wcześniejszej kompozycji Jacka – „Zobaczysz”.
    „Georginię” pamiętam jako kompozycję, którą Jacek prezentował bratu przy fortepianie w dokumentalnym programie TVP Kraków z 1992 roku, jako premierę, więc podejrzewam, że z owych czasów ta piosenka pochodzi. Utwór ten jest pełen charakterystycznego, jackowego liryzmu. Rzewna kantylenowa melodia, z bardzo ładną harmonią, jest muzycznie bardzo silnie spokrewniona z refrenem jednej z najwcześniejszych kompozycji Jacka – „Pora chleba i owoców”, radzę posłuchać tych piosenek równocześnie i sprawdzić samemu. Ta piosenka to dla mnie taki „Jacek Zieliński piano ballad” w pigułce.
    „Wiosna radosna” to piosenka oryginalnie napisana dla Ewy Wnuk, którą artystka nagrała wraz z kilkoma innymi kompozycjami Jacka na płytę „Cherry Brandy”. W odróżnieniu od nowej wersji, stare nagranie miało bogatszą instrumentację, którą urozmaicały flet, altówka i saksofon. Szkoda, że nie znalazły one miejsca w jackowej interpretacji, która jest zdecydowanie delikatniejsza i oszczędniejsza, aczkolwiek sama piosenka broni się świetnie, bo jest pełna uroku i posiada kolejną bardzo udaną stylizację muzyki ludowej, w postaci oberka w części środkowej, co zawsze cenię w twórczości Jacka. W sumie „Georginia” i „Wiosna radosna” jedna po drugiej tworzą najbardziej kameralny, wyciszony i intymny fragment płyty. I to skontrastowanie muzycznego napięcia dodatkowo podnosi wartość albumu.
    Jako przedostatnią pozycję Jacek Zieliński zaserwował bardzo dobrze znaną fanom Skaldów piosenkę „Nie dotykaj dzikich róż”, którą wcześniej Skaldowie nagrali z wokalnym wsparciem Ewy Wnuk i Alibabek (ale za to bez Andrzeja) w 1979 roku, więc jest to bodaj najstarsza chronologicznie z piosenek na płycie. Nowa wersja dodała jeszcze więcej blasku tej przebojowej bossa novie, zdecydowanie bardziej przekonuje mnie współczesna, świetna partia instrumentów perkusyjnych w wykonaniu Wojtka. Zresztą wszyscy muzycy grają tu w bardzo wysmakowany sposób i zostawiają sobie większą przestrzeń do muzykowania niż w starej wersji. Bardzo urokliwe, choć mocno ukryte w miksie są wstawki Grzesia Górkiewicza z brzmieniem elektrycznego piana. Całość przyozdabiają znakomite, rasowe solówki Janusza Witko na saksofonie, w miejsce trąbkowych improwizacji ze starej wersji. No i Jacek tak pięknie to zaśpiewał – chyba jeszcze lepiej niż onegdaj!
    Kiedy w zapowiedzi płyty na tylnej stronie okładki zobaczyłem, że listę utworów zamyka „Łąka bez końca” wiedziałem, że lepszego zakończenia dla tej płyty być nie mogło. Piosenkę znałem wcześniej z koncertowego wykonania Ewy Wnuk, z Jackiem grającym na fortepianie i wiedziałem, że jest to jedna z najładniejszych kompozycji w dorobku Jacka. Utrzymana w klimatach ludowych, to trochę takie jackowe „Zawołam na pomoc wszystkie ptaki”, choć jeszcze bardziej impresjonistyczne w brzmieniu i tchnące nieskończoną swobodą i przestrzenią. Śpiewny temat melodyczny zwrotki zestawiony jest ze swobodnym rytmicznie, dźwiękonaśladowczym akompaniamentem, zaś w części refrenowej pojawia się charakter niczym z powolnego kujawiaka. Frazy melodyczne są przecudnej urody, przepięknie kształtuje się również warstwa harmoniczna. Szkoda tylko, że ten utwór nie trwa ze dwa razy dłużej, bo w jego klimacie możnaby nurzać się bez końca. Mógłby na przykład Grzesio Górkiewicz sobie jeszcze pomuzykować na syntezatorze kilka minut, jak choćby w „Księżycowej zatoce”, wtedy byłoby to, podobnie jak „Widzę was”, jedno z nagrań z tej płyty, które na stałe zaliczyłbym do najściślejszego kanonu „The best of” progresywnych Skaldów. A teraz piosenka pozostawia wrażenie niedosytu i chce się ją odtwarzać jeszcze i jeszcze. Piękne, nastrojowe zakończenie.
    Paradoksalnie, mimo iż płyta sygnowana jest nazwą „Jacek Zieliński i Skaldowie”, a druga CD to już w zasadzie wyłącznie solowe dzieło Jacka, to brzmi ona o lata świetlne bardziej Skaldowsko (przez duże „S”) niż jej poprzedniczka „Oddychać i kochać”, wydana pod szyldem Skaldów właśnie. A to dlatego, że nowy album „Taki blues”, przez swoją przekrojowość, szeroki zakres repertuaru i wielowątkowość jest dziełem EKLEKTYCZNYM. A przecież eklektyzm zawsze był domeną i najważniejszym atrybutem w muzyce Skaldów i odróżniał ich od większości zespołów im współczesnych. Co jest kolejnym wielkim atutem płyty? Muzyczna forma wykonawców i jakość ich gry. W przypadku Skaldów, którzy są absolutnymi profesjonalistami w swojej dziedzinie odnosi się wrażenie, że upływ czasu nie wywiera na nich żadnego wpływu! Ich brzmienie nie traci niczego ze swojej charakterystycznej barwy i słyszalny jest wciąż ten sam model zgrania, wypracowany przez nich przez długie lata. Szczególne moje uznanie na tej płycie jako wykonawcy wzbudzili – oczywiście Jacek, i to w każdej roli, w jakiej wystąpił na płycie, Andrzej, niezmiennie będący wirtuozem organowej klawiatury, w którego głowie wciąż pełno muzycznych pomysłowych smaczków, które świetnie ubarwiły bluesy Jacka. Szkoda tylko trochę, że w rolę Hammonda na tej płycie wcielił się nieco gorzej brzmiący Korg, ale nie jest to wielka strata, a rekompensują ją znakomite partie klawiszowca. Swoją drogą, wyobraźcie sobie, że na „Takim bluesie” Andrzej nagrał na płytę swoje pierwsze organowe na solówki od czasów… „Stworzenia świata”! Kolejnym muzykiem zasługującym na jak największą pochwałę jest Jan Budziaszek. To niesamowite jak on utrzymuje formę jako perkusista. Mam wrażenie, że jego unikatowe brzmienie, w którym znakomicie słychać zamiłowanie do jazzu, wraz z upływem czasu wciąż nabiera coraz więcej smaku i wyczucia. Ten perkusyjny „sound” to bezsprzecznie jeden z najbardziej charakterystycznych czynników, definiujących skaldowskie brzmienie. A jeśli spojrzeć na to odwrotnie – wystarczy usłyszeć jeden takt któregokolwiek z utworów z nowej płyty z Budziaszkiem na perkusji, żeby bez chwili wątpliwości stwierdzić z całą pewnością, że to Skaldowie! Na nowym albumie mam trochę niedosyt gry Konrada Ratyńskiego, który został trochę uwięziony w strukturze rytmicznej bluesowego akompaniamentu. Wprawdzie gdzie tylko mógł sobie na to pozwolić wplata swoje niesamowite melodyczne przebiegi (choćby w „Wozie biblijnym”), lecz takich miejsc z jego udziałem na tej płycie trochę brakuje, a szkoda bo to genialny basista. Bardzo dobrze, jak prawie zawsze w utworach Jacka, brzmi i czuje się gitarzysta, Jerzy Tarsiński, który poza świetną solówką w pierwszym utworze, tworzy w pozostałych bluesach bardzo fajną i – co nie zawsze jest oczywiste – słyszalną gitarę rytmiczną. Grzegorz Górkiewicz jak zwykle wzbogaca aranże Jacka całą paletą pomysłów i barw swoich instrumentów klawiszowych, aczkolwiek też mam pewien niedosyt związany z jego grą, mianowicie szkoda, że nie dostał miejsca na ani jedną solówkę na syntezatorze, które często wzbogacały kompozycje Jacka. W niektórych utworach Grzegorz zmiksowany jest prawie na granicy słyszalności i jego udział jest bardzo skromny, natomiast jest wiele utworów, w których przejmuje wiodącą rolę, jak choćby tworząc ambientowe pejzaże dźwiękowe w „Pieśni porannej” i „Łące bez końca”, klawesynowo-smyczkowe smaczki w „Georginii”, akordeonowe kontrapunkty w „Radości tańca”, czy wspominane już przeze mnie genialne wstawki w „Widzę was”. Wielkie pole do popisu na nowej płycie dostał Bogumił Zieliński, który w większości utworów odgrywa kluczową i wieloplanową rolę, będąc odpowiedzialnym za partie gitary basowej, oraz gitary elektrycznej i klasycznej. Jak zwykle syn Jacka wykazał się pełnym profesjonalizmem, świetnym warsztatem gry i nieprzeciętną muzykalnością, którą niewątpliwie ma w genach. [sred]) To pierwszy raz, kiedy wystąpił na płycie jako basista i zadebiutował w tej roli bezbłędnie, prezentując świetne wyczucie tego instrumentu i prawdziwą radość z grania (polecam posłuchać jego partii choćby w „Nie dotykaj dzikich róż”). W znakomitym stylu zadebiutował również jako perkusista Wojtek Zieliński, który wspaniale wczuł i wpasował się swoją grą w styl Skaldów i kompozycji swojego dziadka. Sprawia on wrażenie naprawdę obiecującego muzyka.
    Słowem podsumowania, ta płyta należy traktować jako swoisty prezent dla fanów od Jacka Zielińskiego. Muzyk, wiedząc, że w dzisiejszych czasach nie podbije już rodzimego rynku muzycznego, nie przywróci zespołu na szczyty list przebojów i nie wyprzeda milionowego nakładu, mógłby wyjść z założenia, że nie musi jej nagrywać. A jednak zdecydował się to zrobić, po części dla siebie, ale przede wszystkim dla tego „staromodnego” grona, które niezmiennie i niezmiernie rozmiłowane jest w skaldowskiej muzyce i cały czas czeka na więcej. I dziękuję Jackowi bardzo za ten prezent, bo powstała bardzo dobra płyta – taka, na której pozostaje najbardziej wierny sobie i swojemu muzycznemu stylowi i przez to brzmi najprawdziwiej i – po prostu - skaldowsko. Dziękuję również tym, którzy dopingowali, pomagali i doprowadzili do faktu, że możemy się tym profesjonalnie wydanym albumem cieszyć, a więc nieocenionemu Kameleonowi, oraz Maćkowi, który cały czas w sobie tylko znany, magiczny sposób napędza Jacka Zielińskiego do dalszej twórczej aktywności.  [dblpt]beer[dblpt]

Offline

#22 2019-03-24 21:49:18

rms24
Użytkownik
Dołączył: 2019-03-11
Liczba postów: 99
Windows XPChrome 49.0.2623.112

Odp: Taki blues

[dblpt])  Płyta dotrze do mnie w nadchodzącym tygodniu. Wszystkie recenzje czytam z wielką uwagą, a więc jestem wprowadzony i przygotowany do bezpośredniego kontaktu z płytą. Bardzo się cieszę. Nowy album zespołu Skaldowie. Brzmi to wspaniale. Prawda? [dblpt])

Offline

#23 2019-03-26 21:10:17

Marcin_SuchaBesk
Użytkownik
Dołączył: 2019-02-06
Liczba postów: 18
Windows 7Firefox 66.0

Odp: Taki blues

Z całkiem innej beczki...

Jestem przerażony efektami starzenia się [dblpt]D Od paru dni robię to samo, co robiłem ponad ćwierć wieku temu, a więc puszczam na okrągło CD (wtedy - czarną płytę), w ręce - długopis imitujący mikrofon (dla lepszej koncentracji ;-) ) i - nauka tekstu, a sąsiedzi niech głuchną. I po tych kilku dniach PRAWIE nauczyłem się dwóch najlepszych piosenek z albumu, ale jak nie będę codziennie kilka razy utrwalał - czuję, że i tak zapomnę. A kiedyś? Parę przesłuchań - i w głowie cała płyta, kilkanaście kawałków, a na dodatek pamiętam je do dzisiaj, czasami nie powtarzając ich latami. Ech, starość nie radość...  [dblpt]rolleyes[dblpt]

I przy okazji dowód na to, że Jacek Zieliński jest nadczłowiekiem, nie tylko kondycyjnym, ale i pamięciowym...

Offline

#24 2019-03-26 21:44:32

rms24
Użytkownik
Dołączył: 2019-03-11
Liczba postów: 99
Windows XPChrome 49.0.2623.112

Odp: Taki blues

[dblpt])

Marcin_SuchaBesk napisał/a:

Z całkiem innej beczki...
A kiedyś? Parę przesłuchań - i w głowie cała płyta, kilkanaście kawałków, a na dodatek pamiętam je do dzisiaj, czasami nie powtarzając ich latami. Ech, starość nie radość...  [dblpt]rolleyes[dblpt]

Marcinie, nie przejmuj się, wszystko przed Tobą.
Niedawno urzędniczka zapytała mnie ile mam lat. Pomyliłem się o prawie 15 lat, oczywiście wstecz. Spojrzała na mnie z niedowierzaniem i zrozumiałem, że coś powiedziałem nie tak....Gdyby zapytała mnie o rok urodzenia, to podałbym niemylnie, ale wiek tak  szybko się zmienia, że nie sposób nadążyć i zapamiętać.  Jak można zadawać tak skomplikowane pytania. [dblpt])

Wiadomość dodana po 18 h 24 min 25 s:
Płyta dotarła...Pierwszy krążek w odtwarzaczu i czwarty utwór, a ja już wiem ... To będzie moja płyta! [dblpt]) Być może  to racja, o czym piszecie , że płytę należy ocenić po kilkakrotnym  przesłuchaniu, ale ja już zostałem porwany uwiedziony.
Jeszcze jedna refleksja, ta pierwsza...
Tak staranie wydaną płytę rzadko się widuje, aż się chce trzymać kartonik w dłoniach. Brawo Kameleon, to jest najwyższy poziom.

Offline

#25 2019-03-28 20:09:30

rms24
Użytkownik
Dołączył: 2019-03-11
Liczba postów: 99
Windows XPChrome 49.0.2623.112

Odp: Taki blues

Po każdym przesłuchaniu powolutku po cichutku album jest mi coraz bardziej bliski.  W moim  odczuciu w żadnej mierze nie trzeba płyty  dzielić na trzy części.  Spaja ją wyobraźnia i wrażliwość Jacka. Można rzecze, że jest to opowieść  w trzech rozdziałach, a jeszcze lepiej, w trzech odsłonach. Kierując się wewnętrzną potrzebę, wymogiem chwili  możemy wybrać stosowny rozdział. Bluesy przypadły mi do gustu od pierwszej chwili. Po ostatnim miałem ochotę skandować  - jeszcze jeden [dblpt]) ale na horyzoncie pojawiła się Ameryka i zaniemówiłem z wrażenie. A Ameryka to Ameryka i co tu można więcej dodać..cdn
Znakomita realizacja nagrań - to kolejny atut albumu.

Ostatnio edytowany przez rms24 (2019-03-28 20:12:14)

Offline

Użytkowników czytających ten temat: 0, gości: 1
[Bot] CCBot

Stopka

Forum oparte na FluxBB

Darmowe Forum
real-world - happypvp - andowia - slowianie - maslicka